Czy rzeczywiście negatywnie zaważył sposób nawiązania pierwszego kontaktu z postacią Chrystusa? Obraz Jezusa „dla dzieci” znaczony jest słowami Biblii i ro­kiem liturgicznym. W grudniu jest On Dzieciątkiem w szopce. Trzy miesiące później opowiada się straszną historię o przebi­ciu gwoździami, ale Jezus żyje potem znowu. Pomiędzy tymi wydarzeniami słyszymy dziwne opowieści o tym, co Jezus czy­nił, a czego zwykli ludzie czynić nie mogą. Jezus był „dobrym człowiekiem, który bardzo kochał dzieci”, ale przede wszystkim był wielkim cudotwórcą. — „Kim był Jezus?” — „Czarodziejem”. Wielu katechetów z tego właśnie powodu nie zaczyna od cudów.

Podczas pierwszych trzech do szesciu miesiecy zycia dziecka wiele matek wraca do pracy na pelen etet lub jego czesc. Niketóre musza, niektóre tego chca. takczy owak, zmiana moze powodowac zaburzenia z planie PROSTE. Czy Twoje dziecko bylo przyzwyczajone do stalego planu dnia? Dobra zasada jest, aby nigdy niedokonywac wiecej niz jendej zmiany naraz. Jesli wiesz, ze wracasz do pracy, wprowadz plan PROSTe przynajmniej miesiac wczesniej. Jesli juz rozpoczelas prace, moze bedziesz musiala wziasc dwutygodniowy urlop, zeby doprowadzic wszystko do normy. Kto zajmuje sie dzieckiem w czasie Twojej nieobecnosci? Czy opiekunka zdaje sobie sprawe z wagi stalego planu dnia i czy go przestrzega? Czy zachowanie Twojego dziecka jest inne w zlobku lub z opiekunka w domu niz przy Tobie? PROSTE nie dziala, jesli ludzie nie przestrzegaja ustalonego planu dnia. Mozesz nie wiedzeic, czy niania lub opiekun przestrzega wyznaczonego przez ciebie planu, chyba ze Twoje niemowle wydaje sie byc wytracone z równowagi, kiedy je odbierasz.

Czy dzieci są odprężone? Czy ufają wychowawczyni i zwracają się do niej w potrzebie? Czy potrafią bawić się zgodnie i nie wszczynają zbyt wielu awantur? Serdeczny kontakt między wychowawczynią a dziećmi rzutuje na wzajemne stosunki między samymi dziećmi. Jestem zwolennikiem dotowania przez państwo wszystkich typów przedszkoli, w tym także centrów opieki dziennej, jeśli są na odpowiednim poziomie. Powinny być przy tym dostępne dla wszystkich dzieci, jeśli rodzice chcą z nich korzystać, a ponadto powinny mieć dobrany wyszkolony personel. Dziecku poniżej 2 czy 3 lat najlepszą opiekę zapewnia jednak dom rodzinny. Rodzice powinni podzielić się między sobą obowiązkami i postarać się tak dopasować godziny pracy, aby móc przynajmniej przez większą część dnia opiekować się dziećmi. Przez resztę dnia, co może oznaczać zarówno 2 godziny, jak i 8, dziecko może pozostawać pod opieką osoby mieszkającej we wspólnym gospodarstwie czy dochodzącej piastunki lub korzystać z „dziennej opieki rodzinnej”, a więc przebywać pod opieką innych rodziców zajmujących się jednocześnie własnym dzieckiem czy dziećmi.

Zmiany psychologiczne u dzieci między 6 i 7 rokiem życia można interpretować także jako odbicie ewolucji gatunku ludzkiego.1 Każda jednostka w okresie od 6 do 12 lat powtarza w indywidualnym rozwoju historię określonego etapu ewolucji. Miliony lat temu nasi człekokształtni przodkowie osiągali pełny rozwój fizyczny i optymalny rozwój instynktów już w wieku lat 5. Zatem jako dorośli mieli prawdopodobnie podobny stosunek do rodziny, jaki obserwujemy u naszych 5-letnich dzieci: byli szczęśliwi, że nadal pozostają z rodziną, chętnie okazywali posłuszeństwo starszym, starali się do nich upodobnić i uczyć się od nich przez naśladownictwo. Innymi słowy na tym etapie ewolucji nasi przodkowie pozctetawali przez całe życie w jak najściślejszej więzi osobistej z całą rodziną. Dopiero znacznie później w przebiegu ewolucji wyrobili w sobie zdolność do uniezależniania się od rodziców, nauczyli się żyć w większych społecznościach, na zasadach wspólnoty działania, przestrzegania praw, samokontroli, przewidywania na przyszłość. Każdy z nas lata całe uczy się, jak żyć w skomplikowanym, dorosłym świecie. Prawdopodobnie z tego powodu tak długo trwa u człowieka osiąganie pełni fizycznego rozwoju. Dziecko rośnie gwałtownie w okresie niemowlęctwa, a później w okresie dojrzewania płciowego. W międzyczasie jednak tempo wzrostu słabnie coraz bardziej, szczególnie w ostatnich 2 latach bezpośrednio przed wkroczeniem w pokwitanie.

Niemało możecie zdziałać sami w domu, jako rodzice. Bądźcie serdeczni i gościnni dla dzieci, które malec przyprowadzi do domu. Zachęćcie go, żeby czasem zaprosił jedno czy więcej dzieci na obiad lub. kolację, a wtedy podajcie danie, o którym zachwyceni koledzy powiedzą „pierwsza klasa”. Planując niedzielny wyjazd za miasto, wycieczkę, kino czy inną atrakcję, zaproście także drugie dziecko, z którym wasz mały pragnie się zaprzyjaźnić (niekoniecznie musi to być dziecko, które sami wybraliście na jego najlepszego kolegę). Dzieci, podobnie jak dorośli, są przekupne i skłonne lepiej oceniać kolegę, który mą im co zaoferować. Nie wątpię, że nikogo z rodziców nie będzie cieszyła „kupiona” popularność, jako taka zresztą nie trwałaby długo. Ale ich zadanie to jakby zrobienie kilku pierwszych ruchów pompką, żeby zassała wodę  stworzenie dziecku szansy na wejście do grupy, która odgradza się od niego z naturalną w tym wieku klanowością. Od tego momentu, jeśli malec ma czym zjednywać sympatię, przejmie całąsprawę na siebie i bez waszej pomocy znajdzie prawdziwych przyjaciół.

Dzieci próbują być dokładne. Pomyślcie tylko, jakie są ulubione gry dziecięce w tym wieku. Dzieci przestają fantazjować bez żadnego planu. Lubią gry mające określone reguły i wymagające określonych umiejętności. Gry w klasy, w ciupy i w pikuty polegają na wykonywaniu poszczególnych czynności w odpowiednim porządku, przy czym kolejne zadania są coraz trudniejsze. Popełnienie błędu pociąga za sobą karę, polegającą na zaczynaniu od początku. Precyzja ruchów i ścisłe reguły przemawiają właśnie do dziecka w tym wieku. To wiek zakładania pierwszych kolekcji  naczków, kart, kamyków. Kolekcjoner odczuwa satysfakcję dopiąwszy systematycznego ładu i kompletności. U dzieci w tym wieku pojawia się niekiedy pragnienie uporządkowania swoich rzeczy. Ni stąd, ni zowąd uprzątną biurko, przykleją na szuflady nalepki z opisem zawartości, posegregują komiksy. Ten porządek nie utrzyma się długo. Widocznie jednak bodźce muszą być silne, skoro w ogóle dochodzi do prób.

Szkoła ma ograniczone możliwości, jeśli działa w ramach stereotypowego programu, zgodnie z którym wszystkie dzieci w tym samym czasie czytają fragment podręcznika od strony 17 do 25 i robią to samo ćwiczenie ze 128 strony książki do arytmetyki. Ten system może funkcjonować dobrze w przypadku przeciętnego dziecka, które tak czy owak przystosuje się dobrze. Ale jest za nudny dla bystrych uczniów i z kolei za trudny dla mniej zdolnych. Chłopakowi, którego odrzuca od książek, stwarza okazję do zajmowania się na lekcji dokuczaniem koleżance siedzącej z  przodu. Wiadomo z góry, że taki system w niczym nie zmieni sytuacji dziewczynki, która czuje się samotnie i nie pomoże chłopakowi potrzebującemu dobrej lekcji.

Niektórzy mają wątpliwości, czy nauka szkolna powinna być aż tak zajmująca, są bowiem zdania, że dziecko musi nauczyć się przede wszystkim wykonywania zadań niemiłych i trudnych. Pomyślcie jednak przez chwilę o ludziach odnoszących wyjątkowe sukcesy łatwo zauważyć, że niemal każdy z nich kocha swoją pracę. Darwin był w szkole kiepskim uczniem ze wszystkich. Później zainteresował się przyrodoznawstwem, doprowadził io końca jedne z najbardziej mozolnych badań naukowych w świecie opracował teorię ewolucji. Załóżmy, że do chłopaka w szkole średniej lepiej przemawia geometria, nienawidzi jej i ma bardzo złe wyniki z tego jrzedmiotu. Niech tylko zacznie uczyć się pilotażu i przekona się, jak ważna jest geometria uświadomi sobie bowiem, że od niej może zależeć życie pasażerów i załogi  a zabierze się do niej i będzie pracował. Nauczyciele w dobrych szkołach rozumieją, że każde dziecko nusi się nauczyć zdyscyplinowania wewnętrznego, żeby w życiu dorosłym okazać się jednostką przydatną społecznie. A nie można ująć dziecka w żelazne rygory niczym w kajdanki; zdyscyplinowanie to potrzeba wewnętrzna, która wspiera jak kręgosłup, a rozwija się dzięki odkrywanemu sensu pracy i wyrobieniu w sobie poczucia odpowiedzialności wobec nnych za jakość wykonywanej pracy.

Co robić, gdy dzieci proszą o pomoc przy odrabianiu lekcji? Jeżeli robią to z rzadka i proszą o wyjaśnienie wtedy, gdy rzeczywiście łamią sobie nad czymś głowę, udzielanie pomocy jest na miejscu. Nic przyjemniejszego dla rodziców niż okazja, by udowodnić czasem, że sporo wiedzą. Gdy dzieci zwykły jednak stale prosić, by zrobić za nie zadania, których nie rozumieją, porozmawiajcie lepiej z nauczycielem. Dobrej szkole zależy na tym, by uczniowie wszystko rozumieli i liczyli tylko na własne siły. Jeżeli nauczyciel z powodu nawału zajęć nie może jeszcze raz wyjaśnić waszemu synowi danego problemu, możecie być zmuszeni do udzielenia doraźnej pomocy, ale w tej sytuacji ma ograniczyć się ona do wyjaśnień, a nie robienia czegoś za dziecko.

Psychiatrzy, psychologowie oraz poradnie wychowawcze dla dzieci i młodzieży. Rodzice mylą często zakresy działania psychiatrów i psychologów, nie wiedząc dokładnie, jaka jest różnica między tymi dwiema specjalnościami. Psychiatra dziecięcy to lekarz specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu wszystkich rodzajów zaburzeń zachowania i zaburzeń emocjonalnych u dzieci. Jeszcze w dziewiętnastym wieku psychiatrzy zajmowali się głównie chorymi umysłowo, stąd odczuwana do dziś niechęć do zwracania się właśnie do nich. W miarę jednak jak psychiatrzy przekonywali się, że poważne symptomy rozwijają się zwykle z łagodnych, coraz więcej uwagi zaczynali poświęcać problemom codziennym. Dzięki temu w optymalnie krótkim czasie potrafią zdziałać bardzo dużo, żeby zaradzić złu. Zwlekanie z pójściem do psychiatry, choćby nie było jeszcze u dziecka poważnych zaburzeń, jest równie karygodne, jak niewezwanie do chorego dziecka lekarza rejonowego i w konsekwencji dopuszczenie do groźnych powikłań w związku np. z zapaleniem  płuc. W większych miastach praktykują prywatni psychiatrzy dziecięcy, których może wskazać lekarz internista.

Musimy się liczyć z tym, że w dzieciach rodzi się niechęć do Jezusa takiego, jaki jest im pokazywany. Ma to zawsze coś wspólnego z ..byciem grzecznym”; i do tego to okropne opowiadanie o krzyżu! Chciałoby się powiedzieć: ..Jezus to przecież także Bóg”. Myślę, że nie możemy tego upraszczać. Na pewno nie ten Jezus odmalowany na użytek dzieci: blondyn. nie-Żyd, w nieskazitel­nie białym płaszczu, w aureoli, taki. który się nigdy nie de­nerwuje, jest zawsze dobry; jakaś postać pomiędzy kobietą a mężczyzną ubrana w długi płaszcz”, ktoś. kto wszystko może. Ten pan z obrazka.

Jakie są inne powody? Jezus jest przecież o wiele bardziej konkretny i bliższy dzieciom niż Bóg. Można Go zobaczyć na obrazku, a Boże Narodzenie jest ulubionym świętem. A może mylimy się? Może pragniemy zbliżyć dzieci za bardzo do Boga. zwracając ich uwagę na Jezusa? Stwierdzono, że w rozwoju wiary najpierw pojawia się wiara w Stwórcę, a potem w Chrystusa. Być może. jest również tak, że dzieci są bardziej zafascynowane Bogiem niż Jezusem. ..Bóg” jest bardziej tajemniczy, większy. Jego wizerunku nie ma w domu i — na szczęście — nie ma żadnego Jego obrazka. Musimy się z tym liczyć. 

Mówi się o Nim także, że przemawiał ..z mocą”, że „płynęła z niego siła”, kiedy rozkazywał złym duchom, żeby wyszły z lu­dzi, którzy sobą nie władali. Był Panem w swojej mocy. Pro­mieniowało z Niego coś. co wyzwalało ludzi z ich wewnętrznej niewoli. Byli jakby wyrywani przez Niego z ciemnej, demoni­cznej mocy. A przecież właśnie to, że kontaktował się z tymi odrzuconymi przez społeczeństwo, wywołało oskarżenie, że i On sam wywodzi się najprawdopodobniej z tego demonicznego świata (Mk 3.22). Jezus nie spełniał oczekiwań wielkich mas, które za Nim. postępowały spodziewając się cudów lub polity­cznych wystąpień. Nie był ich wybrańcem. Wielu rozczarowa­nych odwróciło się od Niego (J 6,15.66). 

Gdyby tak wreszcie nastąpił koniec tej absurdalnej teologii dla dzieci pod hasłem ..Jezus wszystko może”! Moglibyśmy w ten sposób uniknąć wielu nieporozumień, a nawet wielu nie­potrzebnych zwątpień w wierze. Obraz silnego mężczyzny, który wszystko może. wypływa z myślenia kierującego się ..tym światem”, a jego obraz reli­gijny — z dawnego magiczno-prymilywnego przeżywania religii. Jezus, ten mały człowiek, nie ..wielki tego świata”, żaden król albo uczony, żaden bohater, tylko skromny człowiek, któ­ry skonał na słupie służącym do egzekucji: ..zgorszenie dla Żydów, a głupstwo dla pogan” (ł Kor 1.24). Był zupełnie inny niż ten  kogo ludzie oczekiwali.

Przede wszystkim dla najmniejszych, dla których świat jest jeszcze odrobinę magiczny, są to słowa bardzo działające na wyobraźnię, słowa, które bardziej oddalają je od religii chrze­ścijańskiej, niż sobie to potrafimy wyobrazić. Jest to najbar­dziej nieszczęśliwe wytłumaczenie Jego mocy nad wszelkimi siłami ciemności, o której opowiadają ewangeliści. Jezus nie mógł wszystkiego, lecz tylko to, co miało służyć zbawieniu ludzkości. Jest napisane u św. Marka (6): ..I nie mógł tam zdziałać żad­nego cudu…”. To było w jego rodzinnym mieście Nazaret. Zastanówmy się nad tym. czego Jezus nie mógł zrobić. Nic mógł wypędzić Rzymian, nie mógł położyć końca wojnie i oku­pacji ani przemienić świata w królestwo Boże

Kiedy Bóg mnie zawoła, schowam się szybko za Jezusa.” To jakby streszczenie naszego chrześcijańskiego spo­sobu przeżywania religii. Lęk przed sądem Boga znika, bo można „schować się za Jezusa”. Jezus troszczy się też o ludzi, którzy są w piekle. To wszy­stko są jego dzieci. Kiedy ja jestem bardzo długo niegrzeczny, to i tak się o mnie troszczycie.” Wydaje się jednak, że ten fantastyczny obraz Jezusa z Ewan­gelii, obraz wspomożyciela i wybawiciela ludzi, nie dociera do wyobraźni dzieci.  Chrystus naprawdę znaczy dla ludzi, rozumieją dopiero starsze na przykład trzynastoletnie dzieci: „Gdybyś nie przyszedł, świat byłby dla mnie niczym”.

Czasami dzieci pragną kontaktu z Nim; jednak kończy się to rozczarowaniem. Nie można Go zobaczyć ani usłyszeć, do­strzec śladu po Nim. I jak można zrozumieć, że „Jezus jest zawsze z tobą”. Dzieci mają też świadomość możliwości powołania się na Jezusa, jeśli zrobiły błąd, by uciec od sądu i kary dorosłych. — „Jezus widział, że ty to zrobiłeś.” — „Nie, to niemożliwe, On patrzył w inną stronę”. Jakkolwiek nie było to tak pomyślane, brzmi w naszych uszach jak dziecinne rozumienie łaski. Ty tu nie rządzisz, tylko Pan.” A to jest prawdą. To, co tu zostało powiedziane w zabawie, wskazuje na ewangelię mi­łosierdzia. 

Najbardziej wstrząsający jest okrzyk niepełno­sprawnego dziecka, które dostawszy się wreszcie na szczyt wydmy woła: „Cześć, Jezus”. Jezus wydaje się tym tajemni­czym czynnikiem, który sprawia, że dzieje się coś, do czego sami nie przykładamy ręki. Tajemniczy czynnik w mechanice, Jezus widzi w ciemności. „On siedzi obok ciebie” — mówi pani nauczycielka, ale w to się wątpi. On ma też do czynienia z „górą”, chmurami, jest głosem gwiazd w planetarium, On sam może wędrować po Drodze Mlecznej. Inaczej niż ludzie. A może mieszka pod ulicą?Taki obraz Boga mają dzieci: Bóg tajemniczy, niewidoczny, daleki, wysoki, silny: Potrafi to, czego my nie możemy. Najwidoczniej dzieci pojmują, że Jezus jest rzeczywistością religijną, że mówi się o Nim tak jak o Bogu.

Powinniśmy na nowo przemyśleć nasz sposób opowiadania dzieciom o Jezusie. Nie ułatwiajmy im zbytnio. Powiedzmy, że Jezus żył bardzo dawno temu, ale mimo wszystko jest ciągle blisko nas. Nie możemy Go jednak zobaczyć. Mówimy o nim „Dzieciątko”, ale także „Nasz Pan”. On jest w niebie, ale tak­że w tym kawałku chleba, który widzimy w Kościele. Skompli­kowana Jezusologia dla dzieci. Nie dziwmy się ich reakcji: „Pan Jezus jest taki jak św. Mikołaj, raz Go możemy spotkać tu, raz gdzie indziej”. Przyjrzyjmy się wypowiedziom dzieci o Jezusie; wiele w nich nieporozumień, wiele problemów teologicznych, nawet u trzylatków.